Jestem za bardzo skuteczny. Pozamykałem połowę świadka przestępczego, a druga połowa poleciała na południe, na sezonowy zbiór poziomek. Nudzę się niebotycznie i dlatego wycisnąłem z mojej maszyny do pisania co nieco – a oto i efekty moich wysiłków. Jak tal dalej pójdzie, zostanę producentem filmowym…   ŚRUBKA Scena 1 Z ZACIEMNIENIA Widok potężnej fabryki, kominy […]

Czytaj dalej »

Patrzysz na las. No niby tylko morze celulozy. A tu nagle niespodzianka. Wchodzisz do lasu i z miejsca pakujesz się w pajęczynę, w kark tłuką Cię komary, wilk próbuje Ci odgryźć zadek, niedźwiedź staje z Tobą w zawody sprinterskie, a na koniec, zmęczony, siadasz pod drzewem… w mrowisko. Nic, ale to nic, nie jest takim […]

Czytaj dalej »

Zadrapanduria jako wielka machina, wyposażona w tryby i trybiki. Straż Zadrapanduriańska to sprężyna – Straż wszystko naciąga, Burmistrz to przeciwwaga – przeciwwaga dla rozsądku i logiki, Prezes MATAHAN, to główna oś, dookoła której wszystko się kręci. A ten cały mechanizm zatopiony jest w smarowidle – pocie całej społeczności Zdrapanduriańskiej. I tak pocimy się i pocimy, […]

Czytaj dalej »

  Doktor Rastapus, został wyrzucony z Rady Lekarskiej za niejasne eksperymenty na zębach trzonowych. Wychodząc z ostatniego posiedzenia w którym uczestniczył, jego koledzy po fachu mogli usłyszeć: „A pocałujcie mnie w moje niedoskonałości!” oraz zobaczyć zwieńczenie jego nóg od tyłu, nie okryte żadnym ubiorem. Według teorii Rastapusa, podczas wypadków samochodowych, tudzież samobójczych skoków z wysokich […]

Czytaj dalej »

Przyjaciel to taki ktoś, kto jest. Nie taki ktoś kto bywa, nie taki ktoś kto się pojawia. On po prostu jest. W moim przypadku JEST ktoś taki – to Poczemuczka Potlacz. Zawodowo szef wywiadu Zadrapandurii, a dla mnie kolega z zaułku Makarego Wieńczuka. Jako dzieciaki łowiliśmy w kałużach zaułku Makarego Wieńczuka, Szaranki – mutację kijanek […]

Czytaj dalej »

W Zadrapandurii nie istnieją pory roku. U nas zawsze jest wczesna jesień. Czasami trochę zimna, czasami mglista, a czasami służby drogowe zaskakuje jesienny śnieg. To był jeden z niewielu słonecznych dni tej jesieni w Zadrapandurii. Siedziałem w fotelu przy oknie. Pozwoliłem sobie wyjąć stopy z butów i oprzeć je na parapecie. Żółty dym z moich […]

Czytaj dalej »

Lubię zlecenia od Burmistrza. Zawsze później jakiś medalik się znajdzie, a jak ma dobry humor, to nawet jakiś skwer moim imieniem nazwie. Dziwnie się chodzi po ulicy nazwanej własnym imeniem. To tak, jakby się już prawie nie żyło. To co prowadzę, też trudno nazwać życiem, więc koniec końców wszystko się zgadza. Skwer Mrotona… to brzmi […]

Czytaj dalej »

Zadrapanduria, jak każde miasto portowe w tym rejonie, jest gęsto poprzecinane siecią kanałów. Zasadniczo Zadrapanduria to jeden wielki kanał. A w tym królestwie hydraulików i speców od żeglugi morskiej oraz śródlądowej, tkwię ja. Postanowiłem, że będę i oto jestem. Mroton. Mistrz nad mistrzami. Dla mnie archiwum X, to archiwum ABC. Kolejna sprawa. Biorę ją. Biorę, […]

Czytaj dalej »

Wyobraźcie sobie przestrzeń, gdzie Pi równa się 3. Nie 3,1415… ale równiutkie 3. Taka właśnie jest Zadrapanduria. Tak jakby trochę wydobyta z rzeczywistości i naciągnięta na kolano olbrzyma. U nas Pi zawsze jest 3. A w tym świcie tkwię ja – Mroton. Niczym ziarenko prosa w tym co zostawił po sobie koń. Niby ciepło, niby […]

Czytaj dalej »

Poszłem czy poszedłem, już sam nie wiem. Umysł mi zwiędł… zwióndł… zwiędnął… ja Cie… i niuanse ortograficzne. Jeżeli kwintesencją Twojego istnienia jest wydalanie z siebie dwutlenku węgla, to po 3 dniach bezproduktywnego siedzenia w biurze w oczekiwaniu na telefon ze zleceniem, miewa się problemy z myśleniem. Szczególnie jeśli okno się zacięło i nie ma najmniejszych […]

Czytaj dalej »

Masz 6 lat. Leżysz w łóżku, za oknem zimno i biało od śniegu. Słońce jeszcze nie wstało i w pokoju panuje półmrok. Przebudzasz się i słysz dźwięk zamykanego zamka w drzwiach. To Twój tata wyszedł właśnie do pracy. Jest Ci ciepło i bezpiecznie. Dla mnie, w dzieciństwie, dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach (a był to […]

Czytaj dalej »

 Wieczór. No może noc. A raczej późne popołudnie. Bar. No może wyszynk. A raczej podła speluna. Jadam tu codziennie, ale sam nie wiem co. Od momentu wprowadzenia 37 godzinnej doby, sam nie wiem czy jem śniadanie, obiad czy kolację. Dla bezpieczeństwa zamawiam zawsze to samo. Dwa razy kaszmirowy budyń, płatki z wielbłąda na soku z […]

Czytaj dalej »

Mija rok. Mijają dwa. Mijają mnie okazje… a życie nie chce poczekać, cholerny ekspres o nazwie sukces, nie chce się zatrzymać na stacji Mroton. Nie powiem, czasami zwalnia, a zdarzyło się też parę razy, że zwolnił na tyle, że udało mi się wskoczyć na stopień, ale drzwi oczywiście były zamknięte. Zjechana twarz o nawierzchnię peronu, […]

Czytaj dalej »

Kolejne śledztwo. Na czarnym rynku wypłynęło ostatnio zbyt wiele używanych różowych tunik. Burmistrz zlecił mi znalezienie winnych i bezwzględne wymierzenie im kary. Niezwłocznie wziąłem się do pracy. Puszka szprotów w sosie pomidorowym w prawej kieszeni płaszcza i dziewięciolufowe głaskadełko w lewej dodawało mi odwagi. Na początek udałem się na cmentarz. Różowe tuniki to tradycyjny Zadrapadurniański […]

Czytaj dalej »

Budzisz się rano, drapiesz po głowie, siadasz na łóżku i myślisz sobie głośno: "Co to ja miałem dziś zrobić… a tak, inwazja na ten mały, sąsiadujący kraj." Świat jest pełen frustratów. A kim jest frustrat? A jest nim mianowicie człowiek z małą, subtelną różnicą. Jednak na tyle dużą, że później, kiedy ktoś z garbatym nosem […]

Czytaj dalej »

Czy obrzezanie powoduje raka mózgu? Czy ssanie Sardeli naprawdę jest konieczne po przeszczepie skrzeli na miejsce płuc? Czy Włosi zaczną mówić odrobinkę ciszej? Kiedy mięso kupione u rzeźnika na rogu, przestanie pachnieć, jakby w rzeźni otworzono bliźniaczy zakład produkujący chlor… i to na skalę przemysłową? Kiedy przestaną mi się pocić stopy? Czy kiedyś przyjdzie do […]

Czytaj dalej »

Noce są bezchmurne i nieboskłon rozświetlają gwiazdy, dni są słoneczne, kobiety są szlachetne, a mi się chce pracować. Burmistrz przestał zabawiać się w nepotyzm, złapano szczekającego kozła, ja wygrałem zylion Protów w Loterii noworocznej, znalazłem utraconą cnotę córki szatniarza z Teatru, zagrałem tytułowa rolę w kasowym spektaklu o nawróconych wampirach pt. "Spiłowany kieł"… Zadrapandurskie życie […]

Czytaj dalej »

Automobil – dostałem go po ojcu, a on po swoim, a tamten zdobył go podczas słynnej wojny z Generałem Dirko Sztryckulftem. Prowadzi się nieźle (samochód – nie generał), możne ma za bardzo ostentacyjny kolor,ale z uwagi na nie najlepsze warunki oświetleniowe w Zadrapandurii – idealnie nadaje się do prowadzenia działań obserwacyjnych. Samochód tak samo jak […]

Czytaj dalej »

Łazienka – miejsce, w którym każdy detektyw odpoczywa i próbuje rozwiązywać co bardziej zawikłane zagadki. Nie potrafię jednak rozwikłać, zdawałoby się, najprostszej zagadki – a mianowicie gdzie podziała się Brunchilda Guc – osoba która przez ostatnie 37 miesięcy sprzątała moje mieszkanie… no cóż, nikt nie mówił, że jestem geniuszem… No może oprócz Pani od ZPT, […]

Czytaj dalej »

Profesor Majzegan – twórca Zadapaduriańskiego kalendarza – to on jako pierwszy odkrył, że niedziela jest przed poniedziałkiem i po sobocie, a nie odwrotnie. Podzielił rok na 37 miesięcy, a każdy z nich na 37 dni i zagwarantował tym samym mieszkańcom Zadrapandurii 2738 dni wolnych od pracy plus Święta Państwowe i religijne (słynny trójdzień Końca Zielonego […]

Czytaj dalej »

Zadrapanduria – miasto portowe. Położenie – depresyjne, powoduje częste powodzie. Centralne miejsce w Zatoce Owalcowej. Ludność – coś pomiędzy 2 a 3 miliony, bo to róznie bywa, jedni na wakacje jadą, inni znikają i takie tam. Główne żródła dochodu miasta – produkcja pakuł, landrynek o smaku pinacolady i różowego tiulu. Władze – Burmistrz i Rada […]

Czytaj dalej »