218543Masz 6 lat. Leżysz w łóżku, za oknem zimno i biało od śniegu. Słońce jeszcze nie wstało i w pokoju panuje półmrok. Przebudzasz się i słysz dźwięk zamykanego zamka w drzwiach. To Twój tata wyszedł właśnie do pracy. Jest Ci ciepło i bezpiecznie. Dla mnie, w dzieciństwie, dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach (a był to niemały, 37 bolcowy model), dawało poczucie bezpieczeństwa. To tak, jakby tata pochylił się nade mną i powiedział: "Wszystko w porządku, śpij dalej." Ale to było kiedyś.

Teraz poczucie bezpieczeństwa dostarcza mi moje Głaskadełko. Ale do rzeczy…

Życie jest niebezpieczne. Życie w Zadrapandurii jest ryzykowne. Życie w Zadrapandurii, w dzielnicy portowej, grozi utratą życia. Życie detektywa w Zadrpandurii w dzielnicy portowej, to już loteria. A więc, aby zwiększyć swoją moc przerobową w starciach z przypadkami losu, musiałem poszukać odpowiedniego wsparcia. A kto wspomoże lepiej jak nie barman?

Jean-Pierre jak każdy rodowity Irlandczyk bułgarskiego pochodzenia prowadził bar. Jego przytułek gastronomiczny dla zmęczonych potraw nazywał się "Hak w smak". Co trzeba przyznać Jean-Pierrowi – facet wiedział jak zadbać o swoje interesy. Bar stanowił raczej jego hobby, niż formę zarobkowania. Główne źródło dochodów tego jegomościa tkwiło w donosicielstwie i informacjach. Nadgorliwość Jean-Pierra w tym zakresie była niemalże legendarna. Któregoś dnia zgłosił się do szefa portowej szajki włamywaczy i szepnął mu na ucho, że ten magazyn, co w nim trzymają skradziony tiul, to jest pod obserwacją Straży Portowej. Co ciekawe, magazynu jeszcze nie wybudowano, tiulu jeszcze nie ukradziono, Straż nie wiedziała, że ma go obserwować, a szam szef nie wiedział jeszcze, że ukradł ten tiul. Ale to się nie liczy. Co się liczy to to, że barman, dostał za tą informację 20 Protów. Ale wracając do moich spraw… Pochylony nad miską płatków z wielbłąda zalanych uczciwie grubą warstwą soku z kiszonej kapusty, przeżuwałem i jednocześnie żaliłem się Jean-Pieree. Przy okazji plułem na kontuar, ale to akurat nie ma żadnego znaczenia dla wątku.
"Jean, obawiam się, że obawiam się o moje życie" – powiedziałem.
"Czemu?" – odparł.
"Liczba osób, które wsadziłem do pierdla, a po ostatniej amnestii z okazji "Dnia wystąpienia na brzeg Wielkiego Wierzygi" wychodzących na wolność, wynosi obecnie 37. W skład tej śmietanki towarzyskiej wchodzą: bandyci, łupacze, łamacze, kradzieje, złodzieje, kieszonkowcy, porywacze, malwersanci, bumelanci, niezadowoleni pracownicy sektora państwowego przyłapani na wynoszeniu spinaczy z biura, kłusownicy, rozwodnicy niepłacący składek na dzieci, uchylający się od służby w siłach zbrojnych Zadrapndurii, podpalacze i paru jeszcze innych. I z tego co mi wiadomo, a skąd innąd wiem to od Ciebie (znowu 2 Proty w plecy), każdy z nich postawił sobie za punkt honoru, przeniesienie mojego jestestwa w inny stan świadomości. W stan permanentnego zgonu. I Ty się jeszcze pytasz, czemu obawiam się o swoje życie?" – rzuciłem z przekąsem.
"A wiedzisz. Tak się składa że mógłbym mieć dla Ciebie w zaistniałej sytuacji, ofertę handlową idealnie przystająca do Twoich potrzeb." – syknął przez zęby.
"A ile ta oferta miałaby mnie kosztować." – zapytałem.
"Oferta nic – informacja o niej, jakieś 100 Protów" – powiedział.
"Ile?? 100 Protów? Ty wiesz kiedy ja ostatnio widziałem 100 Protów? No co najmniej… dawno… bardzo dawno temu, albo jeszcze dawniej, o ile takie dawno w ogóle sięga historia mojego życia. A o czym chcesz mi sprzedać informacje? O planie inwazji na moje biuro? Nawet gdybyś coś takiego posiadał, to nie byłoby to tyle warte." – wykrzyczałem szeptem.
"No dobra Mroton. Wypowiem jedno słowo. Tylko jedno. Po tym jak je wypowiem, położysz na blacie 70 Protów. Później pójdziesz za bar i za drugim koszem na śmieci, znajdziesz pakunek z szarego papieru. Weźmiesz go i otworzysz dopiero w biurze. Zgoda?" – zapytał.
Na niewielu rzeczach można polegać w życiu. Jedyne co jest pewne i stałe w życiu to zmiana. A ja coś musiałem zmienić, żeby poczuć się bezpiecznie. Nigdy nie zawiodłem się na informacjach Jean-Pierra. Zaryzykowałem zatem wszystko co miałem w kieszeni. Pomijając gumę do żucia, korkociąg, kupon loterii, kamyk, sznurek, scyzoryk i mini pozytywkę. w Sumie było tego 62 Proty i 37 Orongów. Rzuciłem całą kwotę na blat. Jean-Pierre spojrzał mi w oczy i szepnął:
"Głas-ka-deł-ko."

Nie wierzyłem mu. To nie możliwe. Nieee, no przecież… ale jak to? Uśmiech na jego twarzy i błysk w oku miał być potwierdzeniem tego, co przed chwilą usłyszałem. Za jego barem, zawinięty w szary papier miał leżeć cud nad cudami, jedyny w swoim rodzaju, legendarny, no tak legendarny, że niemal mistyczny, wynalazek braci Grimma i Johera. Podobno pracowali nad tym cudem rusznikarstwa przez 37 lat. Dopracowywali każdy, najmniejszy szczegół. Precyzja i kunszt z jakim wykonano tą broń, czynił z niej nie tylko doskonałą maszynę do zabijania, niszczenia i siania terroru. Podobno, każdy kto trzymał to misterium w dłoniach… przestawał odczuwać jakikolwiek strach.
Sama nazwa wzięła się podobno stąd, że każdy kto trzyma ją w dłoniach nie może opanować odruchu głaskania wszystkich 9 spustów. Jak głosi legenda, powstał tylko jeden egzemplarz. Bracia podarowali to cudo burmistrzowi tuż przed odparciem ataku wojsk Generała Dirko Sztryckulfta. Atak odparto, Zadrpanduria ocalała, ale Głaskadełko zaginęło gdzieś w ferworze walki.

Wytarłem usta, rzuciłem porozumiewawcze spojrzenie barmanowi i wyszedłem, skręciłem za rogiem i znalazłem się na zaplaczu "Hak w smak". Stały tam dwa kosze. Odsunąłem je.

BYŁA TAM! Uwierzycie? Za 62 Protów z orongami, kupiłem legendę. Leżała na biurku, lśniła i błyszczała. Ująłem ją w dłoń. Poczułem ciarki na karku i skurcz żołądka. Z Gałskadełkiem nie można się bać. To po prostu niemożliwe. W końcu błogi stan spokoju spłynął na moje skołatane nerwy. Oblał je miodem i posypał wiórkami z ciecórki. Było mi po prostu dobrze.

I wiecie co? Nazwa tej broni faktycznie nie wzięła się z niczego…

PARAMETRY TECHNICZNE:
Producent: Grimm&Joher
Materiał: Stal Malakońska, rekojeść obita tiulem, na górnej, lewej lufie inkrustacje imitujące landrynki
Mechanizm: 9-cio lufowy mechanizm Wunderloka, środkowa lufa rozwiercona i przystosowana do miotania małych ładunków (np. słoiki z kiszoną kapustą typu "Twisst"), regulowana czułość spustów
Kabura: beżowa, ze skóry Halapandry
Informacje dodatkowe: gwarantowana celność do 3000 metrów; masa około 3,7 kg w zależności od załadowanej amunicji; możliwość dołączenia miotacza, generującego podprogowy przekaz do celu, mniej więcej o treści: "A ti ti ti, niedobry. A kysz, uciekaj. No już Cię tu nie ma." … czy jakoś tak…

Brak komentarzy