GG

Kolejne śledztwo. Na czarnym rynku wypłynęło ostatnio zbyt wiele używanych różowych tunik. Burmistrz zlecił mi znalezienie winnych i bezwzględne wymierzenie im kary. Niezwłocznie wziąłem się do pracy. Puszka szprotów w sosie pomidorowym w prawej kieszeni płaszcza i dziewięciolufowe głaskadełko w lewej dodawało mi odwagi.

Na początek udałem się na cmentarz. Różowe tuniki to tradycyjny Zadrapadurniański strój pogrzebowy. Odnalezienie grabarza Grzegorza nie było trudne. Grzegorz posiadał niespokojną duszę poety, a z zamiłowania był kamieniarzem. Po odrzuceniu jego tomiku wierszy pt. „Piszczelowe fujtałki” przez wszystkie, czyli jedno wydawnictwo w Zadrapandurii, nabrał nieznośnego nawyku wyładowywania swojej twórczej pasji na nagrobkach, co znamienitszych Zadrapanduriańskich notabli. Pasjami przeinaczał epitafia. Na płycie komornika, który zszedł z tego świata w wyniku serii przypadkowych wypadków (w kolejności chronologicznej – zatrucie pokarmowe drażami mlecznymi, skorpion w bucie, czarna wdowa w łóżku, atak zjednoczonych plemion góralskich, apopleksja, wścieklizna, upadek z urwiska z ozdobą biżuteryjną o wadze 37 kilogramów, w postaci łańcucha i metra szyny kolejowej przytroczonej do szyi), widniał obecnie napis: „Żył, był, zgnił”, który oryginalnie głosił: ” Kochany ojciec, cudowny szef, niezrównany poszukiwacz zabłąkanych należności”. Tak więc, niesiony dźwiękiem młotka uderzającego w dłuto, szybko zlokalizowałem grabarza Grzegorza. W sensie nie grabarza, który grzebał Grzegorza, tylko grabarza o imieniu Grzegorz.

Sam Grzegorz, zapewniał mnie, że ostatnio po nekropolii krążą podejrzane typki: sprzedawcy waty cukrowej, akwizytorzy sprzedający polisy na życie, doradcy podatkowi i roznosiciele mleka. Tak – byłem już pewien, Gang Młodszego Brata Klauna Bimbały Tego Co Mu Trochę Lewe Oko Leci Na Bok ( w skrócie GMBKBTCMTLOLNB), znowu wrócił do miasta. Specjalizowali się we wszystkim co było nielegalne i dawało zyski. Po mojej ostatniej interwencji w ich melinie wynieśli się z miasta i liczyłem na to, że nie zobaczę ich tu już nigdy. Się przeliczyłem. Byli tu znowu, a z tego co mówił grabarz, udało im się zrekrutować kolejnych członków. Usiadłem na nagrobku, otworzyłem puszkę szprotów, poczęstowałem grabarza i słuchałem szczegółów dotyczących nietypowych, cmentarnych gości. Byłem już pewien. GMBKBTCMTLOLNB ogałacali tiulową wyściółkę sarkofagów i sprzedawali na czarnym rynku. DOŚĆ. Musze działać. Pożegnałem Grzegorza i udałem się budki telefonicznej koło bramy cmentarnej numer 37. Otworzyłem książkę telefoniczną. Pod literą M od razu znalazłem Młodszy Brat Klauna Bimbały Tego Co Mu Trochę Lewe Oko Leci Na Bok. Zadzwoniłem. Odebrał on sam osobiście. Powiedziałem, że to nieładnie tak i że ma przestać i wynieść się z miasta.

Przestał i wyniósł się z miasta.

Dekoracje, defilady, odznaczenia. Sporo złego można powiedzieć o Burmistrzu – ale na pewno nie był niewdzięcznikiem. Odsłaniając swój 37 pomnik pomyślałem sobie nieśmiało… ale za chwilę mi przeszło i przestałem o tym myśleć. Oby do następnej sprawy…

Brak komentarzy