05
Noce są bezchmurne i nieboskłon rozświetlają gwiazdy, dni są słoneczne, kobiety są szlachetne, a mi się chce pracować. Burmistrz przestał zabawiać się w nepotyzm, złapano szczekającego kozła, ja wygrałem zylion Protów w Loterii noworocznej, znalazłem utraconą cnotę córki szatniarza z Teatru, zagrałem tytułowa rolę w kasowym spektaklu o nawróconych wampirach pt. "Spiłowany kieł"… Zadrapandurskie życie przypomina precla. Co?? Spodziewaliście się metafory albo porównania – a tu niespodzianka – nie ma! Po prostu: "Życie detektywa w Zadrapandurii jest jak jak zakręcony precel. Tyle. Kropka!".
Codzinnie rano chodzę na śniadanie do Baru portowego. Żeby do niego się dostać, muszę przejść przez most kolejowy na kanale. To miasto pochłania spokojny marazm. Dowody? Chcecie dowodów? A proszę bardzo: Rdza popadała w taką melancholię, że przestała zżerać konstrukcję mostu. Rdza tak zapała do nic nierobienia, że się uwsteczniła – teraz most żre rdzę. To samo dzieje się z Zadrapundarianami. Od czasu ucieczki Szczekające Kozła, wszyscy mają katar, kapusta nie chce kisnąć, a deficyt gospodarstw domowych liczy się już w… zasadniczo w ogóle się go już nie liczy. bo nikt nie ma odwagi podjąć się zapchania sobie umysłu taką liczbą zer.

Spytacie co u mnie… no cóż nadal uganiam się za tym futrzastym potworem i staram się ustalić co się dzieje w tym chorym mieście. Poza tym jest fajnie. Wczoraj znalazłem na ulicy 5 Protów. Normalnie szaleństwo! Od razu udałem się do parku, kupiłem paczkę kandyzowanych komarów i poszedłem karmić nietoperze. To zawsze mnie relaksowało – a teraz – bardzo mi tego potrzeba. Powinienem chodzić z reklamą na plecach "PRZYJMĘ KAŻDY RELAKS".

Ciągutki… chce mi się ciągutek… albo nie – mordoklejek. Dobra, idę do sklepu, odezwę się później…

Brak komentarzy